Dziecko w mieście

wydany w Zieleń Miejska – 2012-12
  DRUKUJ

Miasto przyjazne dla dzieci, to nie tylko wystarczająca liczba placów zabaw, ale także odpowiednia liczba placówek opiekuńczych oraz, co niezwykle istotne, dostępna dla wszystkich sieć bezpiecznych ciągów pieszych.                                                                                            

Christopher Alexander w swojej słynnej książce „Język wzorców” podkreśla, jak wielkie znaczenie dla prawidłowego rozwoju dzieci ma możliwość eksploracji świata dorosłych. Ponieważ dzieci przyjmują system wartości i sposób życia rodziców nie poprzez to, co dorośli mówią, ale wskutek tego, w jaki sposób się zachowują, muszą mieć sposobność do ich obserwacji. O nabywaniu umiejętności społecznych podczas bezpiecznej zabawy na ulicy i podwórkach pisze również Anna Palej w artykule „Całe miasto placem zabaw”. Miasto to także miejsce, w którym w praktyce odbywa się to, o czym najmłodsi uczą się w szkole tylko w teorii. Lista niebezpieczeństw czyhających na dzieci jest jednak wystarczająco długa, aby zniechęcić rodziców do pozwalania na miejskie zabawy. O ile liczba porwań, wbrew temu, co się dzisiaj mówi, nie wzrosła znacząco w ostatnich dekadach, o tyle ruch samochodowy z pewnością jest poważnym problemem.
 
Przestrzeń przyjazna i bezpieczna
Alexander proponuje, aby w każdym ośrodku miejskim wyznaczyć starannie ścieżkę dla dzieci (np. rowerową), należącą do większej sieci ścieżek, przecinającą interesujące części miasta, specjalnie oznaczoną, ale dostępną dla wszystkich. Przejazd przez ścieżkę powinien być całkowicie bezpieczny. W miejscach przecięć z ruchem samochodowym powinno stosować się kładki, a tam, gdzie to niemożliwe – światła. Nie byłaby to przestrzeń służąca tylko uprawianiu sportów. W pobliżu powinny znaleźć się sklepy, domy, a także zwyczajne, „dorosłe” miejsca – garaże, warsztaty, kawiarnie, cmentarze, drukarnie...
Palej w książce „Kształtowanie przestrzeni dla dzieci w miejskim środowisku mieszkaniowym” powołuje się na zalecenia wiedeńskie z 1973 r. („Vienna Recomendations. The Immediate Housing Environment”), w których postuluje się pierwszeństwo dzieci i osób starszych w stosunku do samochodów na terenach mieszkaniowych, wyposażenie środowiska zamieszkania w urządzenia dla dzieci, a także zapewnienie im bezpiecznego dojścia do nich.
Mówi się, że jeśli miasto jest przyjazne dla dzieci, jest przyjazne dla wszystkich. Tymczasem dzieci znikają z takich przestrzeni, nie tylko ze względu na coraz liczniejsze zagrożenia, ale również z powodu zmian w naszym stylu i tempie życia. Coraz mniej pociech chodzi do szkoły pieszo. Zamiast porannego i popołudniowego spaceru, który jest nie tylko formą czynnej rekreacji, ale również edukacji (może dostarczać wielu bodźców niezbędnych do dalszego rozwoju), dzieci spędzają godziny w samochodzie, są dowożone do szkoły, a potem na kolejne zajęcia pozalekcyjne. Problem urósł do tego stopnia, że w USA zainicjowano akcję „Walk to School Day”, w ramach której zachęca się rodziców i dzieci, aby przynajmniej jeden dzień w roku zrezygnowały z jazdy samochodem.
 
Miasto jako sieć
Każda grupa wiekowa ma swoje specyficzne potrzeby, związane z etapem rozwojowym, stopniem zależności od dorosłych i mobilnością. Miasto przyjazne dla dzieci to nie tylko wystarczająca liczba placów zabaw. Konieczne jest również stworzenie sieci placówek opiekuńczych – żłobków, przedszkoli, klubów malucha i innych form opieki nad dzieckiem. Palej sugeruje, aby żłobki lokalizowane były w powiązaniu z przystankami komunikacji miejskiej. Sieć powinna składać się nie tylko z odpowiedniej liczby tych placówek, ale również z bezpiecznych ciągów pieszych.
Co oznacza odpowiednia liczba placówek? Niektóre przepisy określają, jaka powierzchnia placów zabaw powinna przypadać na jednego mieszkańca. W opracowaniach podaje się maksymalne odległości od domu do przedszkola czy szkoły lub czas, w jakim powinno się przemierzyć daną trasę. Podawane liczby nie są jednak zgodne. Można prześledzić to na przykładzie grupy 6-12-latków. Według Neuferta (Ernst Neufert „Podręcznik projektowania architektoniczno-budowlanego”), odległość placu zabaw od domu dla tej grupy wiekowej wynosi 350-450 m, czyli 5 min spacerem. Dla tej samej grupy, Palej, powołując się na Bengtssona (Arvid Bengtsson „Environmental Planning for children’s play”), podaje 150 m. Z kolei Zalecenia Wiedeńskie określają strefę aktywności dzieci w tym wieku jako koło o promieniu 300 m, z możliwością wydłużenia do 500 m. Sporną kwestią są również powierzchnie minimalne placów zabaw. Według Neuferta, tej grupie wiekowej należy zapewnić 750-2400 m², Palej przytacza Bengstssona, który podaje 375 m² jako minimum, oraz Piątkowską, która uznała, że wielkość placów zabaw dla dzieci starszych nie powinna przekraczać 200-300 m², aby uniknąć zbyt dużego nagromadzenia użytkowników w jednym czasie.
Należy wziąć pod uwagę, że przytaczane publikacje mają ponad 20 lat i nie uwzględniają zmian w sposobie życia, jakie zaszły od tej pory. Nie chodzi tu tylko o poruszanie się samochodem, ale także o zrezygnowanie z rejonizacji szkół. Dziś dzieci uczą się w placówkach, nie zawsze tych najbliższej domów, wybieranych z różnych powodów przez rodziców. Zmniejsza się również czas spędzany przez najmłodszych na zewnątrz. Podczas gdy ponad 70% współczesnych rodziców codziennie po szkole bawiło się na podwórku, w tym momencie odsetek dzieci wychodzących na zewnątrz każdego dnia zmniejszył się do 20%. Do tego należy wziąć pod uwagę nowe formy spędzania czasu – kawiarnie rodzinne i wszelkiego rodzaju placówki, oferujące zajęcia pozalekcyjne. Z tego też względu, stworzenie jasnych wytycznych w zakresie odległości czy powierzchni miejsc dla dzieci wydaje się niezwykle trudne, jeśli nie niemożliwe.
 
Zabawa jako strategia polityczna
Nie oznacza to oczywiście, że tworzenie sieci miejsc przyjaznych dzieciom z łatwym, bezpiecznym dostępem i w odpowiedniej odległości od domu, nie jest konieczne. Rząd brytyjski opracował w ostatnich latach ambitny program „The Play Strategy”, którego celem jest stworzenie do 2020 r. tak rozbudowanej sieci miejsc zabaw, aby każde dziecko w kraju miało do niej swobodny dostęp i bezpieczne dojście (patrz ramka). Punktem wyjścia założenia jest Konwencja praw dziecka, a dokładnie art. 31, który mówi o prawie każdego dziecka do zabawy. Program został poprzedzony licznymi konsultacjami, które mają być prowadzone regularnie, przez cały czas jego trwania. Poza 235 mln funtów przewiduje się dodatkowe fundusze, pozyskiwane przez lokalnych parterów. Oprócz placów zabaw, program zwraca uwagę na miejsca rekreacji dla całych rodzin, tereny otwarte, placówki oświatowe, a także przestrzenie, które mogą służyć do zabawy w czasie niepogody. Poza planowanymi 3,5 tys. placów zabaw mają powstać duże przygodowe place zabaw, obsługiwanie przez wykwalifikowanych (również w ramach programu) pracowników „zabawowych” (nie występuje polski odpowiednik angielskiego „playworker”, co chyba odzwierciedla nasz stosunek do tematu). Ponadto planowane są liczne publikacje, poradniki i ekspertyzy, które mają służyć lokalnym partnerom, administratorom oraz społecznościom zaangażowanym w tworzenie nowych miejsc zabaw. Stworzenie idealnej przestrzeni do zabawy nie wystarczy, jeśli zabraknie odpowiednich dojść albo jeżeli sąsiedzi będą nieprzychylnie nastawieni. Stąd nacisk na współpracę międzysektorową, np. z komisjami do spraw architektury (m.in. z rządową inicjatywą „Building Schools for the Future”, poświęconą projektowaniu i budowie nowych szkół) czy komunikacji, a nawet sektorem zdrowia, który poproszono o promocję zabawy (co zainicjowało program Play4Life). Podjęto również współpracę z organizacjami pozarządowymi, działającymi lokalnie.
 
Niewykorzystana szansa
Po zapoznaniu się z założeniami „The Play Strategy” można odnieść wrażenie, że jest to utopia odległa od polskich realiów. W państwie, w którym nie zatrudnia się playworkerów, nie buduje przygodowych, ani nawet naturalnych placów zabaw, gdzie powstają jedyne raporty, skupiające się na stanie technicznym istniejących obiektów w jednym mieście – trudno oczekiwać jakiegokolwiek programu poświęconego dziecięcej zabawie na taką skalę.
Projektowanie sieci miejsc do zabawy i połączeń między nimi, uwzględnianych m.in. w polityce transportowej, jest niezwykle trudne. Trzeba zdać sobie sprawę (co jest bardzo bolesne), że w naszym kraju pojawiła się szansa na stworzenie kompleksowego opracowania dotyczącego placów zabaw przy placówkach szkolnych. Gdyby z programu „Radosna Szkoła” uszczknąć naprawdę niewielki procent ogromnej kwoty, jaka jest przeznaczona na jego realizację i powołać grono ekspertów, można byłoby przeprowadzić poważne badania z zakresu pedagogiki, psychologii środowiskowej, socjologii czy urbanistyki. Mogłoby to doprowadzić do stworzenia propozycji sieci „zabawowych”, dostosowanych do potrzeb każdej społeczności lokalnej. Co więcej – mogłyby powstać projekty placów zabaw, odpowiadające potrzebom konkretnej grupy i miejsca, ciekawe oraz niesztampowe, tworzone razem z dziećmi, nauczycielami i rodzicami. A to wszystko wciąż za stosunkowo niewielką kwotę.
Tymczasem nawet w Ministerstwie Edukacji i w programie poświęconym placom zabaw jakoś o dzieciach zapomniano. Zapewne ma rację Beltzig, twierdząc, że „gdyby na placach i ulicach stworzono tyle możliwości do zabawy, ile jest miejsc parkingowych, dzieci nie byłyby pominiętą grupą społeczną. Być może kiedyś skorzystałby z tych możliwości niejeden zestresowany biznesmen”2
 
ZABAWA w 2020 r. – wizja przyszłości brytyjskiego rządu:
  1. Na każdym osiedlu mieszkaniowym znajdują się wolne od opłat miejsca do zabawy różnego typu.
  2. Sąsiedztwo jest bezpiecznym, interesującym miejscem do zabawy.
  3. Dojścia do miejsc zabaw są bezpieczne i dostępne dla wszystkich dzieci.
  4. Parki i przestrzenie rekreacyjne są atrakcyjne, dobrze utrzymane, otwarte na dzieci i młodzież.
  5. Dzieci i młodzież mają swój udział w przestrzeni publicznej, ich zabawa jest akceptowana przez sąsiadów.
  6. W rozwijaniu lokalnych miejsc zabaw aktywny udział biorą dzieci i młodzież oraz ich rodziny.
  7. Dzieci i młodzież odnoszą się z szacunkiem do innych ludzi i ich własności.
  8. Miejsca zabaw są atrakcyjne, otwarte, angażujące oraz dostępne dla wszystkich dzieci i młodzieży z okolicy, niezależnie od płci, stopnia sprawności oraz pochodzenia3.
 
Anna Komorowska
pracownia k.
 
Źródła
1.      Palej A.: Całe miasto placem zabaw. [w:] „Autoportret. Pismo o Dobrej Przestrzeni” 4/2004.
2.      Beltzig G.: Księga placów zabaw, przeł. A. Witkorska-Święcka, Wrocław 2001.
3.      The Play Strategy. Departament for Children, Schools and Families. 2008.

 

Ten artykuł jest dostępny dla wszystkich

Z prenumeratą cyfrową lub papierową uzyskasz
bezpłatny dostęp do wszystkich treści.

Sprawdź ofertę prenumeraty

Zaloguj się  |  Prenumerujesz? – otrzymaj dostęp

comments powered by Disqus