Pierwsza jaskółka

wydany w Czysta Energia – 2014-2
  DRUKUJ

Przysłowie mówi, że wiosny nie czyni. No, ale przynajmniej ją zapowiada. Zawsze coś, gdy wokół zima. Tę jaskółkę przedstawię na końcu, a na początku… wiadomość sezonu! Nie, nie – ustawy o OZE jak nie było, tak nie ma. Pojawiło się za to coś, co może sprawić, że na tę podobno już „prawie” gotową ustawę długo jeszcze poczekamy. Tym czymś są ogłoszone w styczniu nowe cele unijnej polityki energetyczno-klimatycznej. Przewidują one m.in. obniżenie emisji CO₂ aż o 40% do 2030 r. I to właśnie redukcja emisji jest priorytetem, a oszczędzanie energii i rozwój energetyki odnawialnej mają w tym „tylko” pomóc.

Ten artykuł jest dostępny dla wszystkich.

Największa nowość polega jednak na tym, że cel w postaci 27-procentowego udziału energii z OZE ma teraz charakter kolektywny. To znaczy, że dotyczy on Unii jako całości, a nie każdego z jej państw członkowskich, które mogą mieć w realizacji tego celu bardzo różny udział! Jedne dużo większy (jak, oczywiście, Niemcy), a drugie – sporo mniejszy (jak, niestety, Polska). Ważne, by cały bilans „zgadzał się”. Co to oznacza w praktyce? Ano to, że brukselscy urzędnicy nie będą już wymagać od rządzących Polską aż tak ambitnych i konkretnych działań, jakich oczekiwali dotychczas. Innymi słowy, nie będzie mobilizującego kija, a marchewka w postaci jakiejś tam medialnej pochwały mało kogo dziś nęci. A skoro niezbyt wiele – i niezbyt szybko – działo się nawet wtedy, gdy widmo kar i kompromitacji było całkiem realne, to chyba wiadomo, czego możemy się spodziewać teraz. I na pewno nie jest tym atrakcyjny system wsparcia czy przyjazny dla OZE klimat organizacyjno-prawny.

Pochodną tych nowych celów stanowi nagłośnienie tematu, który w poprzednich miesiącach gościł w mediach wyraźnie rzadziej. Chodzi o energetykę jądrową, mile teraz widzianą sojuszniczkę w walce o niższą emisję gazów cieplarnianych. Również niektórzy nasi politycy, którym (ogólnie) upiekło się na skutek obniżenia skali i tempa unijnych wymogów, nagle przypomnieli sobie o korzyściach z „atomu”.

Czyżby zatem totalny pesymizm? Niekoniecznie. Bo w dobie Internetu dobre pomysły i perspektywiczne kierunki rozwoju mają wyjątkowo dużą szansę na zaistnienie w coraz szerszych kręgach społecznych. I to bez udziału polityków, a czasem nawet wbrew ich intencjom lub na przekór mniej lub bardziej zamierzonemu „nicnierobieniu”. Taką społeczną inicjatywą, podjętą niedawno i zyskującą coraz większe merytoryczne wsparcie, jest „energetyka obywatelska”. To właśnie jest ta jaskółka, która zapowiada lepsze czasy dla OZE. I gorsze dla polityków, którzy mogą się okazać nie tylko coraz mniej przydatni, ale i coraz mniej potrzebni. No, chyba że na wiosnę przebudzą się.

 

Urszula Wojciechowska, redaktor naczelna

Ten artykuł jest dostępny dla wszystkich

Z prenumeratą cyfrową lub papierową uzyskasz
bezpłatny dostęp do wszystkich treści.

Sprawdź ofertę prenumeraty

Zaloguj się  |  Prenumerujesz? – otrzymaj dostęp

comments powered by Disqus